Człowiek, który sprzedał akcje… samego siebie

Dwanaście lat temu Mike Merrill znajdował się na rozdrożu ścieżki zawodowej. Tak więc 30-latek zrobił to, co zrobiłby każdy inny ambitny przedsiębiorca: podzielił samego siebie na 100 tys. akcji wartych 1$ każda i pozwolił ludziom w Internecie kupić udziały w jego życiu.

Do 2017 roku sprzedał 11 823 akcje dla 805 inwestorów na całym świecie.

Ci akcjonariusze – z których większość to osoby zupełnie mu obce – uzyskują prawo głosu przy każdej ważnej decyzji Merrilla: jak długo powinien spać danej nocy, z kim powinien umówić się na randkę, czy powinien poddać się wazektomii.

Mężczyzna wypuszcza udziały tylko i wyłącznie w małych partiach i pozwala rynkowi określić jego wartość. W ciągu 9 lat jedna akcja Mike’a Merrilla wahała się od 99 centów do 18 dolarów, w zależności od popytu. Niektórzy początkujący inwestorzy (w tym jego własny brat) postanowili sprzedać swoje udziały zarabiając przy tym duże kwoty – inni pozostają w tym projekcie na dłuższy czas.

W zamian za sprzedaż swoich akcji, Merrill otrzymuje własną „osobistą radę nadzorczą”, która tłumi jego niezdecydowanie.

Jednak jak wygląda życie człowieka „publicznego handlu”? A w erze cyfrowego indywidualizmu, dlaczego ktoś chciałby licytować jego własną agencję?

Opowieść zaczyna się w szczerym polu…

Lub też, mówiąc dokładniej, w Coldfoot na Alasce (populacja: 10 osób).

Merrill spędził swoją młodość na włóczeniu się po rozległych lodowych polach małego miasta Yukon-Koyukuk, gdzie głównymi atrakcjami były ciężarówki i łosie. Uczony systemem domowym przez swojego ojca – chrześcijańskiego misjonarza, który został żołnierzem – i matkę pracującą w oddziale ratunkowym, wstąpił później do wojska. Jednakże po 3 latach samozwańczy „antyautorytarysta” został zwolniony ze służby.

W trakcie swojego „małego kryzysu tożsamości” podążył za jednym ze swoich kumpli do Portland i podejmował prace w różnych firmach produkujących wszelkiego rodzaju oprogramowania.

Pewnej zimowej nocy, gdy żałował swoich wyborów życiowych, Merrill wpadł na dość radykalny pomysł: co, jeśli pozwolę innym ludziom kontrolować moje życie?

Pierwszą rzeczą, jaką musiał zrobić Merrill, było określenie jego wartości jako człowieka.

– Wówczas miałem pracę – mówił w rozmowie z „The Hustle”. – Więc obliczyłem swoją wartość w oparciu o mój wolny czas (noce i weekendy) i doszedłem do wniosku, iż, przez resztę mojego życia, czas ten wart był prawdopodobnie około 100 tysięcy dolarów.

Merrill zdecydował się podzielić siebie na 100 tys. akcji po cenie 1$ każda. Następnie, podobnie jak prawdziwa korporacja, postanowił „pobudzić popyt”.

W dniu 26 stycznia 2008 roku zaanonsował swoją pierwszą ofertę publiczną – i w ciągu pierwszych 10 dni dwunastu jego przyjaciół kupiło 929 udziałów. Mimo że w dalszym ciągu zatrzymał 99,1% siebie, oddał własne akcje i przekazał 100% mocy decyzyjnej swoim nowym inwestorom.

Stworzył specjalną stronę internetową (KmikeyM.com), gdzie ludzie mogli głosować „Tak” lub „Nie” odnośnie jego życiowych decyzji i projektów, które powinien realizować.

Początkowo przedmioty wystawione do głosowania przez Merrilla były trywialne, jak na przykład, czy powinien zainwestować 79,63 dolarów w rwandyjską hodowlę kurczaków (co zresztą przegłosowano na „tak”) czy też wyhodować zimowy wąs (większość zagłosowała na „nie”) – ale w bardzo krótkim czasie sprawy zaczęły nabierać rozpędu.

Czy powinienem poddać się wazektomii?

Pod koniec pierwszego roku działalności na rynku, Merrill planował wprowadzić się do swojej ówczesnej dziewczyny, z którą był od pięciu lat. Kiedy jego udziałowcy wyczuli jego „samowolkę”, byli wściekli.

– Otrzymywałem maile od ludzi głoszące, że powinni mieć głos w takich sprawach, gdyż to wpłynie na moje życie – mówi. – Pomyślałem: w porządku, to chyba trafna uwaga. Od tamtej pory pozwalam im głosować na kwestie związane z moim prywatnym życiem.

Pierwsza sprawa na biurku: czy Merrill powinien poddać się wazektomii, czy też nie (mowa o procedurze, która na stałe uniemożliwiłaby mu posiadanie dzieci – co, w oczach akcjonariuszy, stanowi „dodatkowy ciężar ekonomiczny”). Pomysł ten został niejednogłośnie odrzucony, z 55% głosów na „nie”.

– Pomyślałem: „Fajnie, nie mam wątpliwości” – wspomina Merrill. – Chyba nie będę musiał doświadczać czułego dotyku ostrego narzędzia w pobliżu moich dolnych partii.

W kolejnych miesiącach Merrill wprowadził do głosowania szereg ważnych wyborów dotyczących stylu życia: czy przyjąć polifazowy plan snu (wygrała opcja „tak”), zostać zarejestrowanym republikaninem (co także zaaprobowano), czy przejść na dietę wegetariańską (również górowało „tak”).

Pewnego popołudnia w 2009 roku jego historia znalazła się w Hacker News (popularnym forum dyskusyjnym prowadzonym przez „Y Combinator”), co przykuło uwagę 40-letniego dyrektora ds. Inżynierii oprogramowania z San Francisco Gordona Shepharda. Mężczyzna był tak zaintrygowany, że wykupił akcje Merrilla za 6,4 tys. dolarów od innych inwestorów, napędzając cenę akcji do 11,75 dolarów.

Gdy popyt wzrósł, brat Merrilla – pierwszy inwestor, który kupował akcje za 1 dolar każda – postanowił wypłacić pieniądze, odchodząc z wystarczającym zyskiem, aby kupić nową zmywarkę do naczyń do swojej kuchni.

Im bardziej Merrill pozwalał inwestorom uczestniczyć w najbardziej intymnych szczegółach swojego życia, tym bardziej wzrastało zainteresowanie. Więc zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę.

Z kim powinienem się umówić?

Kiedy związek Merrill rozpadł się w 2012 roku, po raz kolejny zwrócił się do swoich udziałowców o radę – tym razem w dziale „romansów”.

– W normalnych okolicznościach nikt nie będzie narzekał, gdy ktoś kupi kwiaty lub zaprosi na kolację i do kina – pisał w liście do inwestorów. – Ale jako osoba publicznie handlowana, odpowiedzialna za wydajność dla akcjonariuszy, żyję w szczególnych okolicznościach. Potencjalny związek może wpływać zarówno na [moją] wydajność, jak i na [moje] wyniki.

W sekcji zatytułowanej „Kontrola akcjonariuszy nad relacjami romantycznymi” Merrill zapytał swoich inwestorów, czy chcą przejąć pełną kontrolę nad procesem randkowania. Został on przyjęty niezwykle entuzjastycznie, z 86% głosów na „tak”.

– Każdy z nas był kiedyś w sytuacji, w której przyjaciel zaczyna spotykać się z kimś, a ty jesteś temu przeciwny, ale nic nie możesz powiedzieć” – komentuje Merrill. – Przyjaciele nie mogą dać ci obiektywnej porady – ale akcjonariusze? Jak najbardziej.

Merrill chodził na różne randki, informując na bieżąco inwestorów za pośrednictwem prywatnego forum i przekazując im swoje opinie. Mężczyzna wkrótce zakochał się w 28-letniej Marijke Dixon – a po uzyskaniu zgody akcjonariuszy zaproponował jej trzymiesięczny „kontrakt na związek”.

Tego typu wybryki wkrótce zwróciły na siebie uwagę mediów: w 2013 roku historia Merrilla pojawiła się na łamach „Wired”, „The Atlantic” i „Today Show”, przyciągając ogromną falę nowych inwestorów.

W ciągu miesiąca liczba udziałowców Merrilla zwiększyła się czterokrotnie, ze 120 do ponad 500. W ciągu jednej nocy cena jednej akcji wzrosła do 18 dolarów, co oznaczało ogólną wartość mężczyzny w wysokości 1,2 mln dolarów. W ten sposób nieznajomi próbowali kontrolować jego życie.

Stranger things

Potop nowych akcjonariuszy radykalnie zmienił sposób myślenia Merrilla o swoim eksperymencie.

– Na początku ludzie chcieli zainwestować w Mike’a Merrilla” – mówi. – I nagle ludzie zaczęli bardziej interesować się koncepcją i nowinkami niż moim życiem. To było dziwne uczucie odosobnienia, ale przy tym ekscytujące – to wszystko zaczynało żyć własnym życiem.

Posiadając mieszankę przyjaciół i nieznajomych wśród akcjonariuszy, Merrill zdał sobie sprawę, że musi zniwelować nieco możliwość „handlowania poufnymi informacjami”. Jego kumple, z którymi spotykał się na co dzień, wiedzieli więcej o jego życiu niż inni inwestorzy. Aby to zrekompensować, zaczął publikować więcej aktualizacji i informacji o swoim życiu.

Według Merrilla obcy ludzie stanowią lepszych inwestorów niż przyjaciele. – Stwierdziłem, że są bardziej obiektywni. Kiedy ludzie znają cię zbyt dobrze, głosują na to, co ich zdaniem chcesz, co niekoniecznie leży w twoim najlepszym interesie.

Akcjonariusze często jednomyślnie głosują tak, aby Merrill podejmował ryzyko, na przykład porzucenie pracy na stanowisku kierowniczym od 10 lat, reorganizacja swoich finansów i wprowadzenie się do niewielkiej kabiny.

W ogólnym rozrachunku, udziałowcy są bardziej skłonni do powiedzenia „tak” niż „nie”: ze 134 dotychczasowych głosowań, 93 (69%) zostało zatwierdzonych, a tylko 41 (31%) zostało odrzuconych.

– Motywują mnie do robienia rzeczy, których inaczej bym nie wykonał. Zwykle kończy się to pozytywnym rezultatem.

Merrill na giełdzie

Podobnie jak wszystkie rynki, cena akcji Merrilla jest zależna od popytu, który gwałtownie wzrasta wraz z rozgłosem. W ostatnich latach został on zahamowany, a jego akcje – sięgające kiedyś nawet 18 dolarów – w 2017 roku warte były 5,24 dolarów każda.

Dla jego inwestorów, z których wielu zapłaciło dolar za akcję, wciąż jest to solidny zwrot.

Z drugiej strony Merrill nie skorzystał finansowo ze swojego projektu. W trakcie swojego dziesięcioletniego eksperymentu nie zarobił na sprzedaży swoich akcji, nie przelewając ich na konto osobiste.

Źródło: The Hustle

Piotr Zelek

Absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (filologia angielska nauczycielska), językoznawca, nauczyciel aktywny zawodowo, samozwańczy dziennikarz sportowy, tłumacz. To wszystko stanowi prawie tyle samo tytułów, co Daenerys!

Dodaj komentarz